Tytuł: "Piękny Kraj"
Tytuł oryginalny: "The beautiful land"
Autor: Alan Averill
Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
Liczba stron: 366
Kategoria: fantastyka, science-fiction
ISBN: 9788377583357

Kupiłam tę książkę w Biedronce podczas przeceny, ponieważ widziałam pochlebne opinie odnośnie niej a poza tym zainteresował mnie opis, który miał w sobie nutę tajemniczości, ale przyciągał.
Z początku książki tytuł jest nieoczywisty. Dopiero pod koniec okazuje się, dlaczego nazywa się ona "Piękny kraj".
Prawdę mówiąc po angielsku tytuł brzmi lepiej. Ale skupmy się na konkretach.Książka miała opowiadać o chłopaku, który chce uratować swoją byłą najlepszą przyjaciółkę od śmierci w wyniku zmiany czasu. Takahiro nie wie co ona przeżyła kiedy ją opuścił. Załamała się, straciła kontrolę. Chciała się wzmocnić a zrobiła się jak galareta, która płacze na widok starych billboardów.
Jednak on też się zmienił. Popełnił błąd odchodząc a jednocześnie zostając. Zaczął pracować dla niebezpiecznej firmy. Jego zadaniem były podróże w czasie.
„-Życie jest samolubne – mówi. – Drapieżca pożera ofiarę, wirus niszczy gospodarza. Żądza przetrwania jest gwałtowna i zarazem dziwna, a sukces mogą odnieść wyłącznie ci kompletnie pozbawieni serca. Pytasz o resztę świata? Pieprzę resztę świata, Judith.”

Tłumaczył Samirze, że podróże w czasie to nie oś, nie linia prosta, nie przeszłość i przyszłość. To stos naleśników i każdy czas to jeden naleśnik. A Piękny Kraj... ohhh, Piękny Kraj... Piękny Kraj jest jak słodki syrop przepływający między naleśnikami. Wyimaginowany świat spełniający wszystkie nasze zachcianki. Marzenie, niebo, sen... Yates chce właśnie się tam znaleźć za pośrednictwem Samiry. Zły, lecz bardzo sprytny naukowiec wie co zrobić, żeby zdobyć wieczne szczęście. Tak, mimo wątpliwości, zaczyna toczyć z nim niebezpieczną walkę.
"- Przeklęci ludzie - mówi cicho Judith. - Nigdy ich nie lubiłam."
Przyznam, że spodziewałam się czegoś bardziej... młodzieżowego? Idealnie bohaterowie, lekka lektura, która wciągnie mnie na maksa... Jednak było całkowicie odwrotnie. Bohaterowie zachowujący się jak NORMALNI ludzie: ta miała krzywy nos, ten wysiwiałe włosy, zmarszczki na twarzy, ta puściła bąka. Nie są idealni co jest plusem. W wielu książkach występuje Mary Sue - totalny ideał. Mimo wielu plusów książki, takich jak bohaterowie, pomysł, świat przedstawiony, nie mogłam w ogóle wciągnąć się w książkę. Przeczytałam ją w niecałe 20 dni...
Moja ocena: 7/10

Naturalni bohaterowie to duży plus, rzeczywiście. Mocno mi przeszkadza, jak często traktuje się postacie po macoszemu, byle tylko fabuła szła do przodu. Tytuły po angielsku przeważnie brzmią lepiej (Ech, szklana pułapka!) A swoją drogą zazdroszczę wyhaczenia książki na przecenie Biedronce!
OdpowiedzUsuńZgadzam się, dawno nie czytałam książki z naturalnymi bohaterami :) Dziękuję bardzo!
UsuńUwielbiam kiedy w książce główni bohaterowie są naturalni, popełniają błędy i mają wady - wtedy cała historia w książce staje się od razu bardziej realna. Okładka książki bardzo przyciąga wzrok i może kiedyś uda mi się przeczytać "Piękny kraj". :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Book Prisoner! :)
Zgadzam się całkowicie!
UsuńRównież pozdrawiam :)